mgły

mgły

wtorek, 21 maja 2013

BezPowrotny

Kolejny odcinek czasu przetoczył się koleinami. W natłoku rzeczy pilnych i pilniejszych nie zauważyłam nawet, czy kwitna jeszcze bzy, czy wiatr ma jeszcze zapach świeżej zieleni, czy słońce prześwieca przez pasma rozwianych włosów... Umknęło tyle fotografii. Tak wiele istotnych spraw nie zwróciło mojej uwagi... Wśrod zgiełku usłyszałam tylko wyczekiwane imię, imię NieObecności. BezPowrotny.

*  *   *

Zbliża się CzasOszacowywaniaFarów. Tyry stały się nerwowe i na siłę próbują dopasować realia do papierowych wyznaczników PolitykiSchematu. Zaczęły się nurzące i całkowicie wyzbyte jakiejkolwiek logiki zgromadzenia, przesycone obłudą i pozorami. Znów wszelkimi siłami Tyry usiłują nadać Nibom jakis kierunek, podczas gdy te, niczym oślizłe, gładkie otoczaki wyślizgują się i trwają w swojej tępej ignorancji. Patrzę na tę bezsensowną grę, na budowane na fundamentach pozorów poczucie wyższości, na wymalowane na twarzach karykaturalne rysy mądrości i... nie mogę uwierzyć, że także uczestniczę w tym rozdaniu, że jestem jednym z tych beznadziejnych graczy, których wygrana jest czystą groteską , a przegrana farsą. Gdyby nie to, że cała PolitykaSchematu ma rys mocno absurdalny, mogłabym uznać, że moja rola-Tyra jest daleko tragiczna, wręcz zalatuje hamletyzmem. Tkwię w ograniczeniach schematyzacji, na każdym kroku zmuszana do sekcji kolejnego Niba, roztkliwiania się nad sensem jego bezrefleksyjnych poczynań, podczas gdy moje jestestwo jest w pełni świadome bezsensu tych poczynań. Każdego dnia szukam ścieżek kreatyzacji i próbuję nimi poprowadzić kolejne Fary, przeistaczam jakąś część Kryształu w działanie,  uzyskując w efekcie karykaturalnie zniekształcone myśli i satyrycznie bezrefleksyjne działania. Wpisuję się w tę przedziwną komedię, z całą świadomością  tragizmu i celnie wymierzonym ostrzem autocynizmu - żałosny DonKichote, który mimo, iż widzi umorusaną twarz prostaczki, wiciąż wierzy w Dulcyneę...

*  *  *

Mimo przetaczających sie przez DolinęMgieł zdarzeń, pęknięta Iskra wciąż krwawi. Nadal tkwi w Krysztale niczym cierń, przypominając o sobie bolącą NieObecnością. Zatopiona w lawinie spraw, popychana przez tryby kosmicznego zegara ku kolejnym dniom, wciąż oglądam sie za siebie, w nadziei, że zobaczę na horyzoncie zarys sylwetki BezPowrotnego. Długo nie wiedziałam, jak nazwać KryształowąDuszę, która w zderzeniu z moją, pozostawiła tak głęboki ślad. Nie wiem, dlaczego mimo przesypującego się piasku w klepsydrze WielkiegoCynika, nie mogę wydrzeć spod rzęs szkiców jego usmiechu, prowokującego spojrzenia. Myśli ulatują do niego niczym wyszkolone sokoły, szybują wśród obłoków retorycznych pytań wypatrując jego ścieżek. Nie wiem, co takiego jest w tej NieObecności, w spotkaniu BezPowrotnego, że nie mogę się uwolnić od spoglądania w stronę, w która odszedł, od wyczekiwania na znak spośród Mgieł. Gdy staję oko w oko z WielkimCynikiem, proszę o siłę dla BezPowrotnego, bo czuję, że jest mu niezbędna. Choć nigdy nie otworzył przede mną swoich wnętrz, gdzieś głęboko w Krysztale czuję, że potrzebuje tej dziwnej, odległej obecności, aby przejść przez swój kawałek DolinyMgieł. To zadziwiające, jak bardzo nie daje mi to wszystko spokoju, jak głęboko siedzi we mnie to SpotkanieNieWPorę, jak mocno odczuwam pęknięta Iskrę. Chociaż codzienność zasypuje mnie zdarzeniami, od czasu do czasu,  nieoczekiwanie, odzywa się wspomnienie BezPowrotnego, jakby ściągał moja intuicję myślami,  zupełnie jakbym słyszała jego wołanie... Wiem, że już nigdy nie powróci.

*  *  *

Anioły. Pojawiają się nagle. Zapisują w duszy kilka ważnych zdań, pozostawiają w oczach niezatarte obrazy, rozpętują huragany myśli i uczuć. Przychodzą, by wskazać drogę. Zatrzymać. Otworzyć duszę.  Odchodzą cicho. Nagle. Nigdy nie wracają, ale ich obecność na zawsze zostaje. Może to był kolejny? BezPowrotny.

poniedziałek, 20 maja 2013

Metamorfozy

Wyszłam w Ciemność. Zanurzyłam się w bezpieczną miękkość Nocy, by znów przeżyć Metamorfozę. Zapach bzów owinąl się wokół każdego kryształowego szlifu niczym delikatna poranna mgiełka ponad wodami. Krystaliczny głos słowików odbił się echem w opustoszałych przestrzeniach Kryształu budząc w pamięci obrazy poetyckich metafor Wilde'a. Ciało stało się szklaną amforą, w którą wlał się srebrzysty poblask Luny, prześwietlając je do granic wytrzymałości. Oddech księżyca zaczął delikatnie pulsować w żyłach napełnionych gwiezdnym pyłem, lekkim i podatnym na najdelikatniejsze drganie serca. W takich chwilach przynależność do świata materii wydaje się jeszcze bardziej absurdalna niż zazwyczaj, a cielesność traci rację bytu. Nie ma granic. Nie ma form. Cała staję się Kryształem, niezwykłym boskim ziarnem Idei, elementem doskonałej układanki, w której wspólistnieją harmonijnie wszystkie okruchy wszechświata. Przez pulsujące jestestwo przetaczają się emocje w najczystszej i najdoskonalszej postaci, uczucia, które nie mają nazw w językach DolinyMgieł. Są niczym niepowtarzalne perfumy. Niby złożone ze znanych emocjonalnych nut, a jednak dobrane w tajemniczych proporcjach tworzą unikatowe kompozycje.

Doświadczenie takich stanów jest cudownym przeżyciem, niejako dotknięciem Absolutu, całkowitą Wolnością i Zachwytem w jednym, Miłościa i Tęsknotą, Bólem i Euforią, swoistym Katharsis. Wydaje mi się, że jest to część dziedzictwa Kryształu, ale nie mam pewności. Nie wiem, czy inne KryształoweDusze doświadczają takich astralnych Metamorfoz, czy w DolinieMgieł istnieje ktokolwiek, kto umiałby zrozumieć takie doznania, czy możliwe jest współodczuwanie tych stanów?

Metamorfozy, mimo swej niezwykłości i piękna,  przepełnione są jednak cieniem. Głębokim poczuciem osamotnienia, tęsknoty i niemożności współudziału. Czasem zastanawiam się, czy te chwile, gdy dane jest doznać uczuć w najczystszej postaci, nie odgradzaja mnie od innych istot, nie zmuszają do poszukiwania w DolinieMgieł relacji idealnych i przesyconych tą boską siłą. To by tłumaczyło ciągłą, irracjonalną pogoń za czymś nieuchwytnym, być może nieistniejącym. Wyjaśniałoby także, dlaczego nie potrafię wzorem Fozów zadowolić się namiastką szczęścia, miłością, która nie wybucha rozbłyskami Iskier, ale jest stabilnym poczuciem bezpieczeństwa, wolnością ograniczoną powinnościami. W Krysztale wciąż pulsuje niezaspokojone pragnienie doznań absolutnych.

















niedziela, 19 maja 2013

WyCiszenie

Wraz z PorąPowrotuPtaków poszybowałam na Pól-noc obleczona w kostium Tyra. Te dwa porządki jednak ze sobą nie współistnieją, nie współgrają ze sobą rozbłyski Kryształu i ciasne ramy PolitykiSchematu. Raz po raz szukalam szczelin w chitynowym pancerzu Tyra, by wydostać się z krępujacego gorsetu powinności i wchłonąc w Kryształ jak najwięcej energii zachwytów, które pozwola mi przetrwać CzasZagubienia.

Podążałam na Pół-noc z Kryształem obleczonym lekkim woalem Mgieł, które wypełzły z bagnistej mazi minionych zdarzeń. Podjete kiedys decyzje, pęknieta gdzieś w głębi Kryształu Iskra dawnej rzeczywistości, wciąż sącząca się strużka Żalu, niezagojona Strata. Spojrzenie na obcą drogę, która mogła być moją - stabilną i taką schematycznie fozią - przyciągnęło Mgły i wzmogło poczucie CzasuZagubienia. Posiadanie Kryształu to cudowna rzecz, jego pulsowanie, iskrzenie i wielowymiarowość. Nie da się opisać feerii doznań, emocji, wzruszeń, które stają się udziałem KryształowychDusz, nie można określić kolorytu obrazów, dźwieków, słów, które odbierac można przez pryzmat tej wrażliwości, ale za bycie Kryształem płaci się ogromną cenę. Są chwile, gdy mam ochotę wyrwać ten Blask i roztrzaskać go o kamienie, być zwykłym Fozem i wiedzieć, co jest moim celem. Iść twardymi duktami, a nie łapać równowagę w Skrzydła stąpając po linie ponad rzeczywistością. Wierzyć, że DolinaMgieł kończy się we mnie, a nie wciąż starać się dotrzeć za horyzont. Bycie Kryształem to ciągły Niepokój. To Samotność wśród tłumu. To poczucie bycia innym, niezrozumiałym, obcym. To ciągłe poszukiwanie Ideału, doświadczanie rozbłysków Szczęścia bez możliwości zobaczenia ciągłości jego światła. To nieograniczona Wolność, która staje się więzieniem.

*  *  *

Pół-noc dała mi Zatrzymania. Zapach świeżo skoszonej przestrzeni, niezwykła struktura zamknietych w dłoni ziaren piasku, smak słonego wiatru, ciepło rozgrzanego słońcem głazu, szelest rozwiewanych wiatrem włosów... Cisza. Pustka. Pulsowanie wszechświata odczuwalne w każdym szlifie Kryształu. I łagodne spojrzenie WielkiegoCynika gdzieś poza rozgwieżdżonym niebem, Jego namacalna obecność w szumie fal, miękkości piasku, w szeleście młodych liści. Żywioły wody, wiatru, słońca i ziemi zogniskowane w Krysztale, kumulujące swój blask w jego przestrzeniach. Ulotne chwile. Czyjeś spojrzenie, słowo, gest - łagodne, współistniejące, dyskretne...

CzasZagubienia przeminął, uspokoiły się we mnie burze. Długie, pełne równowagi rozmowy z WielkimCynikiem i wsłuchiwanie się w Jego odpowiedzi, zamkniete w szyfrze banalnych zjawisk i wydarzeń, pozwoliły poukładać rzeczywistość na tyle, by móc wrócić i dalej wędrować przez DolinęMgieł, by z pokorą znosić kolejne pomysły WielkiegoCynika i ufać Mu, że wie, co robi.



*  *  *

Pół-noc nie wymazała ze mnie obrazu NieZaistniałego, choć miałam nadzieję, że ten szkic zatraci się w wielości doznań. Spokojne, mądre spojrzenie oczu, których koloru nie umiem określić, pojedyncze frazy zatrzymane na kartach pamięci, jakiś rodzaj wewnętrznej wrażliwości, który wyczuwam podświadomie - to wszystko sprawia, że nie potrafię się uwolnić od tej NieObecności. Racjonalne dyskusje z Kryształem, oddzielenie, które przyniosła Pół-noc, zbudowały bezpieczny,  bolesny dystans. Poszukiwanie Sensu przewartościowało emocje i teraz łatwiej nie wchodzić w budowane pół-świadomie relacje. Wiem jednak, że NieZaistniały utkwił niczym drzazga w Krysztale i będzie go poruszał swoim istnieniem, niezależnie od mojej woli...

piątek, 5 kwietnia 2013

Ważenie

Podczas wędrówki przez DolinęMgieł od czasu do czasu nastaje PoraZmian. W jednej chwili całe istnienie orarnia pragnienie działania wbrew ustalonym porządkom, nieodparta ochota na uczynienie czegoś wbrew logice, nieokiełznana chęć na posmakowanie nowości. Wokół zaczynają kiełkować możliwości, które wprawne oko szybko skataloguje - zmiany niewielkie, zmiany radykalne, zmiany nastrojowe, zmiany dekoracji - ogromne bogactwo wyborów. Wystarczy sięgnąć, wystarczy zewrwać i wgryźć się w słodki miąższ zmiany, a potem rozkoszować się feerią smaków albo przeżuwać gorycz porażki.

Nie mogę się ostatnio oprzeć wrażneniu, że otaczające mnie Tyry są coraz bardziej ograniczone i wpatrzone ślepo w swoje racje. Czasem wydaje mi się, że stoję za szklaną taflą i krzyczę do nich w dawno zapomnianym narzeczu nieistniejącego języka - widzą mnie, reaguja, a nawet coś odpowiadają, coś zupełnie bez związku - cytat z poprzedniego Czasu, wiadomość z odległej galaktyki. Patrzę i nie mogę uwierzyć, jak szybko rozrasta się wokół NibyLandia zaludniona po brzegi wyłącznie Nibami - istotami bezrefleksyjnie schematycznymi, wypełnionymi próżnią najwyższej klasy, do bólu odporną na jakiekolwiek próby kreatyzacji lub schematyzacji. Każdego dnia obarczona etykietką Tyra taplam się w tej intelektualnej brei niczym w bezkresnym odrażającym grzęzawisku. Brnę dalej bez nadziei na zmiany PolitykiSchematu, coraz bardziej zmęczona i ubrudzona bezrefleksyjną głupotą, zduszona gnilnym zapachem rozkładającego się ścierwa kreatywności. Każdego dnia widzę, jak wypuszczane z moich rąk idee spadają w to bajoro i toną wciągane przez bezkresne obszary ignorancji, z każdym krokiem widzę, jak wygasa we mnie Iskra pomysłowości i chęć do postawienia kolejnego kroku.

Stoję pośrodku trzęsawiska. Coraz mocniej czuję wokół lekki zapach PoryZmian, która prowadzi mnie do Tyrów mówiących tym samym językiem kreacji, do Tyrów, które nie tracą czasu na wznoszenie twierdz NibyLandii, lecz kreatyzują Fary, by wydobyć z nich jak najwięcej blasku. Kryształ rwie sie w tamtą stronę, pcha świadomość na tory Decyzji, która pozwoli mi wydostać się z bagna ignorancji i wszczepiać okruchy kryształu tam, gdzie mają szansę się przyjąć. ZmianaRadykalna wisi w powietrzu, napełniając je słodkim zapachem obietnicy PozaSchematu.

Kiedy myślę o PorzeZmian przed oczami stają mi twarze Farów, które przecięły mi drogę, które mi zaufały i podążyły drogą kreatyzacji. Widzę otwarte spojrzenia, które spotykam jednak w tym bagnie bezmyślenia. Ważąc Decyzję widzę również niestabilną linę, po której będę musiała przejść ponad mokradłami. Każdy krok zbliża do wolności, każdy krok może być ostatni, a upadek bolesny. Wiem jednak, że PoraZmian daje mi szansę, kiełkuje możliwością. Czy starczy mi odwagi, by pójść tą drogą?

czwartek, 4 kwietnia 2013

PrzeSilenie

Po raz kolejny Czas pokazał swoją niezależność. Po raz kolejny WielkiCynik zachichotał szyderczo schowany za grubymi szkłami chmur. Fozy z coraz większym zniecierpliwieniem i obawą spoglądają to w kalendarze zwiastujące rozkwieconymi ilustracjami nadejście PoryPowrotuPtaków, to znów w cięzkie ołowiane niebo sypiące nieustająco białe opiłki chłodu. Bawi mnie to ich zaniepokojenie, nieoczekiwany przymus odejścia od schematu. To co niepodważalne i oczywiste - nie nastąpiło. Nerwowość, nieustające rozmowy, narzekania, oczekiwania, a za oknami biel. I Zatrzymania - czyjś uśmiech między wirującymi płatkami. Niebo, zbyt ciężkie szarością by utrzymać sie ponad budynkami - tonące w chmurach światła najwyższych pięter.

Staram się dostrzegać niezwykłości w tych przedziwnych metamorfozach Czasu, jednak coraz częściej dopada mnie PrzeSilenie. Myśli płyną znacznie wolniej, rozbijając się o rafy prozaicznych problemów, senność przyciska powieki z siłą grawitacji i zdaje się być stanem permanentnym, koncentracja wzięla sobie zaległy urlop i ma w nosie fakt, że jest mi potrzebna do przetrwania SpotkaniaNieWPorę i podjęcia Decyzji. Pod czaszką snują się strzępki myśli, pomysły przelewają sie przez palce zostawiając po sobie niesprecyzowane uczucie wilgoci, niepozałatwiane sprawy wysypują się z kartek terminarza. W tym wszystkim spaceruje NieZaistniały, od czasu do czasu będąc katalizatorem kolejnego chaosu emocji niepowstrzymanego w porę przez zdekoncentrowny racjonalizm. Nieuważna wychodzę z NieZaistniałym na spacery pośród niedopowiedzeń i aluzji, wdaję się w ulotne konwersacje poza słowami.  I tym sposobem zamiast podążąć w stronę PoryPożegnań, wikłam się w coraz bardziej skomplikowane pajęczyny Iskier i odcienie niechcianych emocji wędrujące pomiędzy spojrzeniami. NieZaistniały istnieje coraz wyraźniej, a już dawno powinien się rozpłynąć w tle, zniknąć w mglistej aurze za bramą PoryPożegnań. Powinien. Musi.



*   *   *

Słowa przychodzą i odchodzą. Zatrzymuję je i składam w obrazy, które czasem rozdaję Przechodniom. Tylko, że nikt się nie zatrzymuje, nie daje znaku, że to ma sens. Bierze słowa jak wciskaną na schodach reklamę, odruchowo wkłada do kieszeni lub wyrzuca do pierwszego lepszego kosza.  Przechodniu?

niedziela, 24 marca 2013

RozgryzanieChwil

Tej nocy przyszły Słowa. Zupełnie nieoczekiwanie, niczym niezapowiedziane. Przemknęły pomiędzy myślami ścierając lekki kurz metafor, pozwoliły się oblać lukrem atramentu i zamknąć w kratkach zeszytowej kartki.  Nie wiem, czy są dość dobre, czy przeistoczyły się w coś unikalnego, czy powieliły banalny wzór. Na razie to nieistotne. Przyszły... Boję się je spłoszyć.

Po odejściu Mgieł uczę się na nowo istnieć w niezwykłościach DolinyMgieł, otwierać oczy szerzej, dotykać drobiazgów, dostrzegać Zatrzymania i potrafić się w nich zanurzyć. Staram się też odkryć smak chwil - obierać je jak świeże migdały, rozgryzać łupiny i rozsmakowywać się w ich egzotycznych wnętrzach. Dziś wędrowałam wśród pędzących w amoku konsumpcji Fozów, otoczona Czasem jak szklaną kulą, przez którą nie mogły się przedrzeć zostawione na marginesie wczorajsze sprawy. Zwykłe czynności rozlały się smakiem kolonialnych przypraw gubiąc w nim swoją prozaiczną szarość. Wśród bogactwa towarów wyszukiwałam kolory, materie i fasony przesycone aromatem ulotnej kobiecości. Przymierzałam kostiumy atrakcyjności i dobrego samopoczucia, rozkoszując się RozgryzaniemChwili wciąż na nowo i na nowo.

Wieczór miał smak lekkiego jazzu i przyciemnionych świateł. Rozlewał się aromatem herbacianych rozmów, śmiechu i obecności. Rozgryzałam jego chwile niespiesznie, próbując rozpoznać wszystkie odcienie smaku z prezyzją kipera.   Nie starałam się  szukać Zatrzymań, wręcz przeciwnie -  pozwalam lekko płynąć Czasowi i unosiłam się na jego nierównej fali, rozgryzając chwile jak pestki słonecznika.

Staram się rozróżniać wszystkie komponenty dni - słodycz zabaw i przytuleń małych, puszystych łapek, wytrawną codzienność NieZwykłego, kwaskowe posmaki przeczytanych słów, lekką goryczkę obowiązków... Każdy dzień ma inne proporcje, inne przyprawy dodają mu aromatu i wiem, że mam jedyną okazję, by rozsmakować się w jego niepowtarzalności i znaleźć w nim Chwilę wartą rozgryzienia.

*   *   *

NIEPOROZUMIENIA

Serpentyna słów

Wije się w górę

Ku szczytom znaczeń.

Stamtąd nie ma

Powtrotu.

czwartek, 21 marca 2013

ArchitektMetafor

Wychodzę w gwarny mrok zamknięty w akwarium kamienic. Cienie Fozów przesuwają się płynnie po nierównym ekranie bruku wystukując swój codzienny pośpiech rytmem kroków. Oddech nie niknie w bezpowrotach powietrza, lecz zawiesza się parą wokół ust. Pora PowrotówPtaków jeszcze nie nadciągnęła nad DolinęMgieł.

Napełniona Słowem podnoszę wzrok i wędruję refleksją ponad głowami Fozów. NiePrzeciętna ma rację – dopiero tam robi się ciekawie. Idę przez wieczorny labirynt, podążąm zarysami polichromii, płaskorzeźb, stiuków, gzymsów, portali poprzez NieodkryteMiasto – niewidzialną metropolię Słów, Dźwięków, Obrazów. Przed zadziwionymi oczami otwiera się księga niedostrzeżonych drobiazgów.

Jeszcze tętni we mnie wspomnienie spotkania z ArchitektemMetafor, pełne niuansów i Zatrzymań. Dźwięki muzyki osuwające się po miękkości aksamitnych kotar, stare, magicznie skrzypiące schody, stylowe wnętrze starej kamienicy wypełnione zapachem zakurzonych ksiąg. I najważniejsze – Słowa. Słowa spontaniczne – Słowa kurtuazyjne – Słowa skonstruowane – Słowa przemyślane. I wreszcie te, które wnikają osmotycznie w Kryształ i rozjaśniają go całym widmem wzruszeń.

ArchitektaMetafor znam sprzed CzasuMgieł, gdy Słowa były we mnie i potrafiłam tworzyć z nich światy. To On zauważył ich lekki poblask, przyjrzał się rachitycznym konstrukcjom i dostrzegł w nieporadnych splotach sens. Potrafił zatrzymać myśl wokół słowa, rozbudzić refleksję nad metamorfozami rzeczywistości, włożyć w dłonie okruch sztuki i otworzyć szerzej oczy. Czasem przyglądałam mu się z niedowierzaniem, gdy wbrew wszelkiej logice galopował na swojej idei niczym Don Kichote i w starciu z żelaznymi prawami świata Fozów triumfował. Gdy po kolei odpadali jego towarzysze, pożarci przez racjonalizm i zasady Fozów, on wciąż rozniecał blaski Słów, wciąż znajdował dla nich nowe, szersze konteksty, by błysnąć światłem po oczach przechodniom.

Wiem, że ArchitektMetafor i tamto SpotkanieOCzasie ochroniło mnie przed Mgłami i dało przestrzeń nie tylko dla Słów, lecz także dla wędrujących w Krysztale Iskier, które raz po raz rozniecały jakieś spotkania, czyjaś myśl, przyszpilony do karki papieru tekst. Pomiędzy kartami pamięci leży wiele takich chwil i wiem, że zawdzięczam je ArchitektowiMetafor. Jest tam także zasuszone poczucie sensu, które mi podarował, gdy wszyscy wokół pukali się znacząco w czoło, patrząc, jak próbuję układać Słowa w mozaiki nowych znaczeń.

Słowa „Sekretów życia” przepłynęły przez Kryształ kolejny raz, poruszając Strunę następną dawką refleksji i przeżyć. Chyba potrzebowałam CzasuMgieł, by odkryć nowe pokłady znaczeń i docenić Prawdę przechowaną pomiędzy wersami. Patrzyłam na twarze zaczarowane Słowami, które pospinał w poemat i zrozumiałam, że dostrzegam to, co było niedostrzeżone – prawdziwą wielkość ArchitektaMetafor, oderwaną od pogmatwanej osobowości, daleką od podgniłego światka SłowoPisów, wyrwaną z happeningowej egopromocji. Jego Słowa docierają do najciemniejszych zakamarków Kryształu. Niosą światło.

* * *

są epoki, które nie istnieją

są chwile, które trwają wiecznie

ArchitektMetafor – Juliusz Eramz Bolek.

*   *   *