mgły

mgły

wtorek, 19 marca 2013

Słabość

Pośród ulotnych rozjaśnień dnia, na krawędzi świadomości usiadły dziś Słowa. Emocje przelały się przez zdania i wsiąkły w bibułę snu, zostawiając po sobie tylko nierealne wspomnienie. Odeszły. W korytarzach Kryształu mam porozwieszane Zatrzymania - obrazy, których nie umiem nazwać, SpotkaniaNieWPorę, imiona wypalone w żywej tkance uczuć.

Nie obroniłam się przed SpotkaniemNieWPorę. Prawdopodobnie nie miałam szans wykreślić go z nieodgadnionych planów WielkiegoCynika ani uciec przed nim w skrojoną na miarę obojętność. W Krysztale wśród kolekcji Zatrzymań, wśród skatalogowanych szkiców spojrzeń, wśród niedomówień i uchwyconych w locie słów, szaleją w burzowych rozbłyskach Iskry, raz po raz oświetlajac zarysowany w pamięci kontur sylwetki NieZaistniałego. Co chwila wydzieram fotografie Zatrzymań, rwę je na drobniutkie kawałki i próbuje wyrzucić za siebie, w grząską aurę DolinyMgieł, ale one jak namagnetyzowane wracają na swoje miejsce i z naiwnym uporem układają się w całościowy obraz pełen tysięcy niedostrzegalnych zazwyczaj szczegółów. Otulam Kryształ kokonem obojętnego racjonalizmu, by Iskry nie sypały się wokół niczym z noworocznych zimnych ogni, staram się burzyć magnetyczne przęsła, by nie utwardzały swoich istnień. Szukam ucieczki w racjonalizmie i zasadach Fozów, w ich jednoznacznej i nieskomplikowanej egzystencji, by okiełznać jakos to SpotkanieNieWPorę.

Przymykam oczy, sięgam w głąb Kryształu, tam, gdzie zetknęły się magnetyczne przęsła Iskier. Spaceruję wśród Zatrzymań. Na krótką chwilę zapominam o DolinieMgieł i wiążących ją prawach, by móc jeszcze raz wsłuchać się w drganie Struny dotknietej dłonią NieZaistniałego, by trwać w BezCzasie i BezMiejscu. Zanurzam się w BezKresie najsubtelniejszych uczuć po granice świadomości, pozwalam sobie ten jeden jedyny raz na słabość wobec eksplozji Blasku.

Za moment stamtąd zawrócę. I obleczona w perfekcyjną obojętność, idealnie dopasowany cynizm, z oczami ukrytymi pod makijażem pozorów znów pójdę w stronę  PoryPożegnań.

piątek, 15 marca 2013

Zatrzymania

Czas w DolinieMgieł jest naprawdę nieprzewidywalny. Niekiedy, choć bardzo rzadko, przeżyć można jego przedziwne Zatrzymania. Niby wszystko wokół biegnie swoim rytmem - Fozy się spieszą, wskazówki przesuwają się po tarczach zegarów, pory dnia po kolei wchodzą na scenę - a jednak Czas zastyga, gdzieś w zakamarkach Kryształu, zawiesza sekundy w przestrzeni niczym fotografie. Rzeczywistość rozwidla się - jednocześnie płynie normalnym rytmem i zatrzymuje się, zupełnie jakby rozpięta była na kilku planach. Można spacerować wśród porozwieszanych fotografii chwil, zatrzymywać się przy każdej śledząc najmniejsze jej detale, można pójść dalej albo cofnąć się i jednocześnie mieć świadomość, że gdzieś na kolejnym planie płynie świat. Zupełnie jakby wejść do zacisznej galerii pełnej najpiękniejszych zdjęć, oglądać je powoli, z mistyczną przenikliwością, tyłem do ogromnej witryny, za którą widać rozpędzone miasto.
W Zatrzymaniach można całkowicie stracić orientację i poczucie rzeczywistości. Wszystkie wielkiej wagi sprawy tracą swój ciężar, gdzieś poza granicami bytu  zostaje racjonalizm, bez znaczenia są wszelkie granice rzeźbione przez czas – nie ma godzin, miesięcy, lat, er… Chwile zatrzymane w półzdarzenia mogą trwać tak długo, jak długo trwa ich blask odbity w lustrach Kryształu i nawet gdy  Czas powraca w swoje wymiary, one długo jeszcze istnieją gdzieś pomiędzy kartami pamięci.
Najbardziej niesamowite jest to, że nie można przewidzieć Zatrzymania. Podąża się nurtem czasu i nagle jeden impuls – stop. Zupełnie jakby ktoś obserwował świat przez obiektyw i nagle, natrafiwszy na odpowiedni kard,  zwalniał spust migawki i wyłączał obecność z realnej przestrzeni. Wszystko przestaje istnieć i następuje Zatrzymanie, na detalu, słowie, dźwięku, kompozycji świateł.
Sople roziskrzone plamą słońca, rozśpiewane miliardami tęczowych blasków wśród tłumów oczu wpatrzonych w chodniki… Czyjś śmiech tętniący echem wśród zmurszałych cegieł, zupełnie obojętny na zagrożenie katastrofą budowlaną... Melodia uchwycona wpół dźwięku, dopowiedziana cichym nuceniem w kakofonicznym zgiełku ulic. Samotny płatek śniegu na rzęsach, nieprawdopodobnie poetycki i zaczepnie niesforny… Rozkrwawione niebo ponad przenikliwym chłodem wieczoru zawieszone na koronach nagich drzew…  Z takich Zatrzymań rodziły się kiedyś Słowa. Teraz tylko powracają echem własnych cieni, zużytych metafor i dawno naszkicowanych już obrazów. Nie potrafię ich w sobie odnaleźć.

czwartek, 14 marca 2013

Wygaszenie

Wewnętrzne życie Kryształu pochłonęło mnie bez reszty.  Po raz kolejny obrazy powycinane z niewidzialnych pasm wrażliwości opowiedziały historię, splatając się w jedność z pozawieszanymi w przestrzeni dźwiękami i subtelnością ruchu. Znowu skrzydła dały o sobie znać, unosząc wyobraźnię w nieistniejące  przestrzenie. Przez Kryształ przetoczyła się rwąca fala myśli, metafor, zatrzymanych pod powiekami fotografii i szkiców. I cała ta konstelacja przenikających się materii ucieleśniła się, nabrała kształtów mniej więcej czytelnych dla Fozów.  Kryształ znów rozświetlił kawałek przestrzeni, zamigotał niczym ognie świętego Elma. Oddał  swoją energię, wskazał kierunek tym, którzy w źrenicy mają chociaż jego okruch. Światło Kryształu ledwie się tli, zmęczone wysiłkiem jasności, obolałe od lawiny nieoszlifowanych skojarzeń, pokaleczone ostrymi krawędziami idei. Potrzebuje innego Kryształu, przepływu Iskier, transfuzji  uczuć i doznań.

Rzeczywistość przepływa jak rzeka w świadomości zapisując  jakieś twarze, zdarzenia, czynności, bez katalogowania i zatrzymywania na nich uwagi. Fozy wpadły w szał wyboru Tłumacza, gdyż uważają, że słowa WielkiegoCynika potrafi wytłumaczyć tylko on. Zamieszanie przepłynęło obok mnie, nie zostawiając nawet cienia refleksji nad  kolejną zbiorową histerią i sensem tłumaczenia WielkiegoCynika, który doskonale potrafi dogadać się z każdym, kto umie słuchać i rozumie mądrość wyrachowanego cynizmu. I nie trzeba oblekać Go w dogmaty ani czcić w kapiących złotem  MiejscachWiar.

Czas znów rozpoczął swoje zagadkowe metamorfozy, całkowicie zacierając granice dni i pór i podporządkowując swój bieg wewnętrznemu pulsowi Kryształu, a raczej kłębiącym się w nim ingrediencjom kreacji. Rozpędzona lawina myśli poprzesuwała godziny, porozcinała sny i wyparła na margines samozachowawczych instynktów codzienne czynności życiowe. Zabawne, jak bardzo ten stan przypomina błądzenie we Mgłach, jak  podobnie odcina od rzeczywistości DolinyMgieł, jak niezwykle odległy jest Fozom.

środa, 13 marca 2013

Komplikacje

W powietrzu czuć już wątłe wonie nadciagającej powoli pory PowrotówPtaków. Wypuszczona ze szponów lodu ziemia zaczyna nieśmiało pachnieć obietnicą zieleni. Zapędzona w nieustającym kołowrotku rozsypuję dni, gubię ślady zdarzeń, a myśli prześlizguja się tylko po piętrzących się coraz wyżej i wyżej hałdach informacji.

Czas przesypał się przez obszary kalendarza i niczym suszka wyciągnąl ze mnie rozlany żal. Pozostały po nim tylko pęknięcia w Krysztale, ślady bezsilności i boleśnie racjonalnych decyzji. Szkice tamtej twarzy wciąż mam przy sobie, jak stare fotografie, które z każdym krokiem coraz bardziej bledną i żółkną nadgryzane przez czas. Od czasu do czasu echem odbijają się w Krysztale słowa, czasem między szlify zabłąka się  pyłek jakiegoś wspomnienia, jednak stoję już zbyt daleko, by czuć rodzące się w tamtym wnętrzu Iskry. PoryPożegnań nigdy nie są proste, a ich nastanie zwiastują burze, pełne bólu i niezgody na rozwiązania, które okazują się jedynymi dobrymi drogami.

*   *   *

Czuję, że zbliża się kolejne SpotkanieNieWPorę. Staram się przed nim uciec, ale WielkiCynik ma najwyraźniej wielką ochotę udaremnić tę próbę. Iskry już rozpoczęly swoją misterną pracę nad magnetycznymi przęsłami. Ich elektryzująca siła dała już o sobie znać. Wiem, że rozpętana w Krysztale magnetyczna zawierucha da mi mnóstwo energii, rozbłyśnie supernową słów i metafor, wstrzyknie w żyły dawkę adrenaliny i pozwoli stapać lekko nad chmurami. Przez moment, ułamek sekundy pozwoli mi unieść skrzydła pozbawione ciężąru i poczuć ciepło własnych piór. Przez chwilę Iskry fizycznie dotkną ciała i rozbłysną w spojrzeniu... Piękne.

Chciałabym móc cieszyć się tymi Iskrami, wychwytywać je i dać się prowadzić niezwykłej materii uczuć, które wywołują. Wiem jednak, że SpotkaniaNieWPorę nie dają na to szansy, a każda próba wypuszczenia z Kryształu blasku emocji, kończy się bolesnym upadkiem. Dlatego trzeba umiec okiełznać SpotkaniaNieWPorę i oblec Kryształ kokonem obojętności, przez który nie przenikną Iskry ani cała prawda emocji. Należy pozwolić, aby blaski udusiły się pod ściśle przylegającą powłoką i zatruły całe wnętrze sfermentowanym osadem racjonalizmu. Nie jest to trudne, o ile przyjmie się pokornie dawkę bólu i przetrwa huragany najpodlejszych emocji - kontaminacje tęsknot, odrzuceń, samotności, zazdrości i buntu. Nie jest to trudne, o ile potrafi się wyrzeźbić twarz w maskę całkowitej obojetności, założyć okulary profesjonalizmu zasłaniające spojrzenia pełne ekspresji. Nie jest to trudne, jeśli potrafi się wyrwać spod powiek obrazy, powycinac spomiędzy mysli slowa. To nawet łatwe, jeśli czyjaś poduszka potrafi spijać zwierzęce wycie, gdy nie przychodzi kojący sen.

Na poduszce w kropli łzy odbija się zarys dłoni. Nie potrafię go wytrzeć.


poniedziałek, 21 stycznia 2013

Słowa

Szukam Słów. Próbuję odnaleźć ich zahibernowane CzasemMgieł zalążki, ślady życia na wyjałowionej szklistym chłodem sinusoidzie. Wiem, że istnieją gdzieś w głębiach Myśli, że poruszone Refleksją mogą znów wystrzelić ku niebu, ale dotychczas nie udało mi się ich ożywić. Są jak rzucone w glebę ziarna - jedne obumarłe, zmrożone SzklistąMgłą, inne jeszcze niegotowe, by się narodzić i dać życie następnym pokoleniom.  Noszę w  sobie tęsknotę metafor, skumulowaną rzekę niedopowiezianych natchnień, niedosyt inspiracji, a jednak nie potrafię odszukać Słowa, które zamknęloby to wszystko w harmonijny Impuls mogący rozświeltać wnętrza dusz.

Znalezione przypadkiem kiełki Słów zbyt długo leżały we Mgłach i teraz zdają mi się tylko wilgotnym kompostem banału, przypadkową mieszaniną obumarłych emocji,  ulożonym na siłę obrazem o zbyt jednostajnym kolorycie. Nie ma w nich lekkości ani orginalności tworzywa, żadnej mutacji form ani wolności skojarzeń. Brzmią głuchym echem w nieskończonych przestrzeniach wersów, bładzą w wielopłaszczyznowych budowlach strof. Przyszpilone ciężarem atramentu stają się tylko wyrazami.

Czekam na Słowa.

sobota, 19 stycznia 2013

Żal

Od kilku dni w DolinieMgieł unoszą się w powietrzu  piórka śniegu. Pojedyncze płatki wirują, osiadają na rzęsach, włosach, przedmiotach, eksponując idealnie koronkowy krój srebrzystych płatków.  Patrząc na nie, wędrując wśród tego niebiańskiego konfetti, czuje się taka niezwykłą magię i ciepło, że uśmiech sam zakwita na ustach. Chciałoby się rzucić wszystko i iść po horyzont wśród okruchów chmur...
*   *   *
Wieczór. Wychodzę w roziskrzone powietrze pełna nieokreślonego Żalu osadzonego na banalnie prozaicznej mieliźnie wydarzeń. Za fasadą obojętnych słów, za wyćwiczonym wyrazem twarzy, za maską cynizmu, w samym środku Kryształu rozlewa się Żal, specyficzny ból, którego nie opisują żadne słowa, gdyż nie są w stanie oddać jego subtelnej goryczy, delikatnej konstrukcji pulsujących w nim zależności. Na rękawiczce osiada płatek śniegu - idealna symetria, kwintesencja doskonałości. Widzę przez moment prześlizgujące się po niej refleksy światła i dałabym wszystko, aby to piękno trwało, istniało, lecz już po chwili na szorskim zamszu lśni tylko banalna kropla wody. Czuję Żal, nieracjonalny Żal przesycony Bezsilnością, poprzetykany głębokim, zastygłym Smutkiem i Tęsknota za utraconą chwilą. Racjonalnymi argumentami rozsądku próbuję wywabić z Kryształu plamę, choć wiem, że to niemożliwe, że skaza zostanie tam na zawsze. Potraktowana wybielaczem Czasu zblaknie, przestanie się rzucać w oczy, przestanie boleśnie palić, jednak zawsze będzie o sobie przypominać poruszona wspomnieniem. NieIstniejący powiedziałby, że to cena, jaką płacę za Skrzydła. Możliwe.
Tego wieczoru pękła  Iskra, narodzona ze zderzenia z innym Kryształem, nieoczywistym, zastygłym, wciśnietym w gruby pancerz pozorów, PółPrawd i ĆwierćKłamstewek. Trudno było go dostrzec pod warstwą zastygłej nonszalancji, a gdy już pojawił się obraz, trudno było uwierzyć w jego prawdziwość. A jednak przez tę masę poplątanych myśli, zasupłanych uczuć, prze kokon pozorów przedzierał się znany Blask, poruszał strunę intuicji. Był jak płatek śniegu na rękawiczce - rozbłysnął na mgnienie oka, a potem zamienił sie w banał. Iskra pękła i Żal rozłał się we mnie po dno Kryształu. Żal za utraconym pięknem, za Blaskiem, który przy odrobinie szczęścia mógłby rozbiec się po szlifach, za całym bogactwem Kryształu zduszonym przez pajęczynę nieznanych mi przeżyć i ucieczek, za Kimś, kto pogubił się w rekwizytorni masek i póz. Nie wiem, czy kiedykolwiek się odnajdzie, czy dotrze do złóż zastygłych w letargu Iskier, czy też zawsze będzie nosił w sobie tę niedopowiedzianą i nieuświadomioną nutę, która nie pozwala stać się Szczęściem.
Patrzę na plamę Żalu w Krysztale i wiem, że to jest moja plama, mój Żal, moje poczucie straty. Istnienie bez pulsującego Kryształu jest przecież łatwiejsze, mniej boli, pozwala łatwiej się odnaleźć w świecie Fozów. Daje szansę na pozorną NieSamotność, na wtopienie się metodą kameleona w tło, na niedostrzeganie własnej ucieczki i ignorowanie bólu. Pozwala na ułożenie kolejnej warstwy pozorów i zbudowanie twierdzy poczucia bezpieczeństwa. Być może to jest właściwa droga - pozwolić, by Kryształ wygasł, by rozsypał się w pył. NieMoja droga, ale może lepsza.
*  *  *
Trzeba ludziom zostawić wolność decyzji, nawet jeśli chcą decyzji szalonych albo tragicznych.
*  *  *

czwartek, 17 stycznia 2013

NieObecność

Nie mogę wyplątać ze świadomości strzępków rozmów porozpinanych na skrajnych biegunach emocji. Nie wiem, dlaczego, ale ta dziwna NieObecność ucieleśnia się na każdym kroku i wpycha bezczelnie w zawaloną obowiązkami świadomość - splotem przypadkowych zdarzeń, ulotnym skojarzeniem, rozmytym obrazem,  słowem. Intrygująca. Irytująca. Ulotna. Nieosiagalna. Niebezpieczna. Obca. Wciska się pomiędzy sny, kreując fantasmagorie. Samowolnie podążą ścieżkami mysli, sprowadzając koncentrację na manowce pytań i oszukując intuicję. Ani na moment nie daje spokoju i nawet przysypana natłokiem zdarzeń, bzyczy niby komar na peryferiach świadomości.

Nie wiem, co z nią zrobić. Mogłabym obudować ją ścianami szklanego racjonalizmu i z lekką pomocą Czasu ususzyć jak liść między kartami pamięci. Mogłabym ją powołac do istnienia, wbudować w ramy konwenansu i zawieścić w galerii kolejnych spotkań. Mogłabym pozwolić jej wejść we mnie jeszcze głębiej, rozszaleć się między Iskrami i wywołac lawiny niepotrzebnych uczuć. Mogłabym...?

W tej dziwnej NieObecności jest coś, co nie pozwala mi założyć jej uzdy i zakazać szaleństw po padoku świadomości. Coś, co porusza Kryształ i maluje na jego szlifach Iskry, prowokuje Słowa, budzi Refleksję. Jest w niej potężna grawitacja, której ulegle się poddaję. Jest gąszcz pytań, w których zanurzam się z rozkoszą braku odpowiedzi.

Ta dziwna NieObecność, której imienia wciąż nie mogę znaleźć.