Widzę, jak nadchodzą. Wypełzają z zakamarków myśli lekkimi, niewinnymi smużkami, delikatne, prawie niezauważalne. Wnikają do Kryształu malutkimi, mikroskopijnie niezauważalnymi pęknięciami ostatnich dni - jakimś Odrzuceniem, jakimś Pominięciem,Milczeniem. Wciskają się, pęczniejąc w rysie, rozpychając ją swoim chłodem, rozsadzając kryształowe wejścia niczym lód rozsadza kamień. Widzę ich wędrówkę. Czuję, że coraz częściej wyciekają bezgłośnym bólem ze spojrzenia, że pokrywają kolor oczu szarością i szklanym Oddaleniem.
Widzę je i wiem, że najwyższy czas, by je powstrzymać. Wystarczy przesunąć Refleksje na inne tory, nie oglądać się wstecz, nie czuć. Wystarczy wejść w niewygodną zbroję Foza i wpisać się we wszystkie PseudoNormalności. Wystarczy odrzucić pragnienia w imię bycia w zgodzie ze Schematem i uznać, że to jest to, czego się chce.
Proste.
Widzę, ale... nie mam już siły odgarniać Mgieł sprzed oczu. Nie wiem nawet, czy chcę. W ich chłodnych objęciach, w hibernacji Emocji jest łatwiej. Nie ma miejsca na Rozczarowania. Nie widać tam przenikliwego spojrzenia Intuicji, a rzeczywistość płynie gdzieś obok, innym nurtem. Można wpełznąć w jakąś norę i przestać istnieć dla świata. W końcu można bez lęku, spokojnie odnaleźć drogę ku WielkiejNiewiadomej i jej miękkiej pewności snu.
Opowieść o życiu w świecie Mgieł, o ucieczce, porażce i walce o odzyskanie zachwytu. Historia dziejąca się między dwoma światami - światem Kryształu i światem Fozów.
mgły
niedziela, 15 czerwca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
PseudoTolerancyjnyTyr
Chłód wieczora przebiega drżeniem po karku. Stoję boso na zimnych płytach chodnika, ze spojrzeniem szukającym gwiazd. Twarz opieram o miękkie futro chmur. Krople deszczu rozcieńczają zieleń spojrzenia i osuwają się, wolno po krawędzi policzka. Nie, nie płaczę. Deszcz zabłądził w moje oczy. To nic takiego.
Nie potrafię zrozumieć Tyrów, mimo że od dawna jestem nazywana jednym z nich. Nie umiem wniknąć w pokrętne ścieżki ich myślenia, zaakceptować działań całkowicie oderwanych od jakiejkolwiek logiki. Gdy już mi się wydaje, że podążam przetartymi przez Schemat drogami, okazuje się, że Kryształ niczym kompas prowadzi mnie w zupełnie inną stronę, gdzieś na manowce kreatyzacji i wydobywa z Farów pokłady niezwykłego Blasku. Czasem mam wrażenie, że tylko ja wiem o jego istnieniu, że ogrzewam myśli o coś, co istnieje tylko w moim polu postrzegania. Tyry nie zawracają sobie głów Blaskami. Dzielą Fary według niezrozumiałego dla mnie klucza, jedynie słusznej miary PrzystosowaniaDoSchematu, pospolitości i przeciętności. Pochylają się nad Nibami, chcąc sobie udowodnić wpisaną w funkcję troskę oraz poświęcenie i w karykaturalny sposób nadciągają wątpliwy autorytet, wypychając go nadętymi frazesami.
W Krysztale znów pękła Iskra i Żal rozlał się po jego przejrzystości napełniając ją mętnym uczuciem bezsilności wobec Systemu i PseudoTolerancyjnegoTyra, dla którego podążanie wyznaczonym torem Schematu jest życiową misją. Nie liczy się indywidualizacja, wyjątkowość ani Blask Farów. Zamknięty w ciasnych ścianach myślenia, patrzący na świat monochromatycznie PseudoTolerancyjnyTyr nie pojmuje, złożoności i wielowarstwowości rzeczywistości. Z precyzją wciska istnienia w identyczne ramki schematu, a gdy któreś nie pasuje - próbuje je przyciąć z zegarmistrzowską dokładnością i dopasować do setek innych, identycznych jak kostki domina. Kiedy zabieg się nie udaje, kiedy Blask rozrasta się we wszystkie strony i nijak nie daje się dostosować do schematycznych kryteriów, PseudoTolerancyjnyTyr uznaje, iż to materiał jest pośledniej jakości, niewart uwagi ani zatrzymania. Tylko Przeciętność i Pospolitość układają się w uschematyzowane konstrukcje i to docenia PseudoTolerancyjnyTyr, ślepy twór PolitykiSchematu, zawieszony poza Empatią i Uczuciami, w niepodważalnej logice bylejakości.
* * *
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej są jednak pewne wątpliwości. A. Einstein
czwartek, 12 czerwca 2014
Przekleństwo
Niebo zawiesza kolory na swoich gałęziach. Jest jak rozłożyste drzewo nad moją zadziwioną głową, pełne barw i pastelowych odcieni wieczoru. Szeleści chmurami, poruszane lekkim, chłodnym wiatrem. Za chwilę zaowocuje drobnymi wiśniami gwiazd o cierpkim smaku Pustki i Tęsknoty za niedopowiedzianym, odległym życiem, które dziś wyjątkowo uporczywie domaga się uwagi.
Uwolniona od bagażu bezlitosnego CzasuOszacowywaniaFarów, pełnego obłudnych zagięć rzeczywistości i prób wpisania istnień w paranoidalne ramy Schematu, patrzę na opadające lekko chmury, pełne miękkiej lekkości. Z oddali czuć zapach przestrzeni, w którą tak bardzo pragnęłabym się teraz wtulić wszystkimi zmysłami i zapomnieć o powinności Tyra, o ramach, w których więzi mnie PolitykaSchematu, o Słowach zamkniętych głęboko w Krysztale, zakneblowanych zakazami PseudoMoralności i NibyPowinności, nigdy niewypowiedzianych. Zapomnieć o Rzekach konwenansu i czasu, które oddzielaja mnie od kryształowych WspółIstnień. Chociaż przez moment być wolna, pozwolić każdej emocji przepłynąć przez Kryształ i rozlać się w nim kaskadą Iskier. Chociaż raz. Na niedopowiedzianą wieczność chwili.
* * *
NieZaistniały wtopił się w mój Kryształ, jak cień prehistorycznej muszki w bursztyn. Jego milcząca obecność odbija się w każdym szlifie, delikatny blask jego Kryształu oświetla dawno nieodwiedzane zakamarki, pełne zapomnianych wzruszeń, obrosłych czasem Zatrzymań. Nie umiem zatrzymać Iskier, które rozsypują się z Kryształu w labirynty spojrzenia, zawieszają swoją jasność w kącikach uśmiechu, ogrzewają Słowa, zbyt wolne od konwencji. Czasem myślę, że lepiej by było, gdyby nigdy nie zaistniał. Gdyby minął się ze mną w korytarzach Czasu, gdzieś obok, niedostrzeżony przechodzień. Gdyby... Nie mam pojęcia, dlaczego WielkiCynik nie oszczędził mi tego SpotkaniaNieWPorę. Dlaczego pozwolił, by NieZaistniały od pierwszego spojrzenia, przelotnego Słowa już zawsze wywoływał drżenie Kryształu, by jego milcząca obecność była tak bardzo namacalna.
Nie mogę się uwolnić od Zatrzymań. Szkiców pozawieszanych przed oczami, tak realnie plastycznych, fotograficznych chwil. Każdego dnia zanurzam nowy obraz w wywoływaczu pamięci, utrwalam we wspomnieniu - tysiące detali, niuansów, niezauważalnych szczegółów. Nie wiem, po co je zbieram. Jaki sens ma ta galeria pozawieszana na ścianach Kryształu? Po co wracam z uporem maniaka do obrazu dłoni chroniącej kruchość biedronki, do Zatrzymania roziskrzonego słońcem płatka śniegu na rzęsie, do wspomnienia ciepła szorstkiego policzka na skórze, do gestów zbyt pochopnie rozsypanych w przestrzeni. Kolejny raz mam ochotę wykrzyczeć WielkiemuCynikowi w twarz niesprawiedliwość perfekcyjnych mechanizmów, okrucieństwo obdarowania mnie Kryształem, logistykę Spotkań.
Patrzę w oko księżyca, niczym bakteria w szklane oko mikroskopu. Jesteś tam sukinsynu? Jeśli tak, wyrwij ze mnie Kryształ. Roztrzaskaj go w kosmiczny pył. Słyszysz?
Cisza.
wtorek, 10 czerwca 2014
NieDopasowanie
Śmiech rozbrzmiewa z drugiego brzegu. Docierają do mnie strzępki rozmów, okruchy tajemnic zamkniętych w obcych skojarzeniach, przeżycia, które oglądam jak film dokumentalny na ekranie opowieści. Zawieszona po drugiej stronie rzeczywistości ukradkiem spoglądam na świat, w którym zawsze będę intruzem. Pod powiekami mam obraz roześmianych twarzy, zarysy sylwetek, które powoli wtapiają się w niedookreśloną perspektywę letniego dnia, gwar rozmów powoli cichnie, ustępując przestrzeni należne jej miejsce. Już tylko cienie lekkim pastelem majaczą na zieleni. Dalekie cienie, wspomnienie czyjejś obecności, odchodzi bez jednego gestu, bez spojrzenia za siebie.
* * *
NieDopasowanie. Jedno z najgorszych przekleństw Kryształu. Wieczne poczucie obcości. Wieczne przekonanie, że istoty obok nie tolerują twojej obecności, że nie poszukują relacji, że nie chcą dzielić z tobą swoich światów. Ciągłe "bycie z boku", nieskończona misja obserwatora bez udziału i nieustanne wrażenie, że się gdzieś nie pasuje. Samotność w tłumie. Istnieję w zawieszeniu między bytami, bez przynależności, bez poczucia bycia istotną częścią czegoś lub kogoś. Równo przycięty kawałek kartonu w krainie puzzli, bez wzoru wpisującego się w jakąkolwiek większą układankę.
Indywidualizm. Niektórzy w nim chronią się przed poczuciem nieskończonej obcości. Bycie indywidualistą jest zdecydowanie lepsze niż NieDopasowanie. Łatwiej zaakceptować odrzucenie, zmieniając perspektywę na egocentryczną obojętność wobec świata, wmawiając sobie wybór, którego tak naprawdę nie ma. Jest tylko szklana klatka, w której każda bliskość jest pozorna, przedzielona przezroczystym dystansem, przez który nie można się przedrzeć, by prawdziwie poczuć się częścią mozaiki.
* * *
"Chcesz rozbić taflę szkła, a ona się ugina
I tam są wszyscy, a naprzeciw - ty."
I tam są wszyscy, a naprzeciw - ty."
(Szyba. Metro)
poniedziałek, 30 września 2013
BezDroża
Chłodny poranek przenika do wszystkich komórek ciała i rozlewa się po krwioobiegu. Powieki ciążą sennie, ciężkie od przeczytanych nocą stronic, a smak kawy ciągle trzepocze na ustach. Jedynym pragnieniem są miękkie bezdroża snu. Mimo to jadę z Białą, by posnuć się po dzikich ostępach w poszukiwaniu grzybów, pachnących okruchów jesieni. Biała ma poczucie Wspólnoty, idiotyczne przeświadczenie, że nawiązała nic porozumienia. Patrzę na nią, na to idealne wcielenie Foza i zastanawiam się, jak można być tak ślepym, tak zatrzaśniętym w schematach i wzorach, by nie dostrzegać, że matematyczne wyliczenia błądzą po manowcach i nie zbliżają się nawet w przybliżeniu do poprawnego wyniku. Nie staram się już wyprowadzać jej z zagmatwanych korytarzy foziej logiki. Nie próbuję przebić się przez szklisto-biały kokon, który sobie wytworzyła. Nie oczekuję, że usłyszy Słowa, a nie własną nadinterpretację, uproszczone do granic absurdu komunikaty, których treść i tak nie ma wiekszego znaczenia. Nie mogę się nadziwić, że do świadomości Białej docierają tylko wybrane fale, jakby WielkiCynik zapomniał dostroić odbiornik, który wyłapuje tylko niektóre rozgłośnie. Przeważnie odbiera RadioPracaWłasna, które jest w stanie zagłuszyć wszystko, nawet relaksacyjne dziś RadioGrzyby. Kiedyś odbierała jeszcze RadioPies, ale częstotliwość zaginęła gdzieś w eterze.
Wędruję swoimi ścieżkami wpatrzona pod nogi. Zieloność ściółki zespala się z zielenią spojrzenia w jeden, idealny synchron. Biała swoim zwyczajem Foza pędzi gdzieś z przodu, jakby pośpiech stanowił proces życiowy. Znika w labiryntach gałęzi jej połyskująca kurtka. W pięcioliniach myśli zaczyna rozbrzmiewać wiersz Steda...Ty, ty prawdziwej nie uronisz łzy / Ty najwyżej w góre wznosisz brwi / Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle, / bo ty grasz. / Ja duszę na ramieniu wiecznie mam / Cały jestem zbudowany z ran... Sarkastyczny komentarz, WielkiCyniku, zaiste sarkastyczny.
Nie gonię za Białą. Cisza narasta we mnie po granice Kryształu. Jest idealna i gładka jak lustro - żadnego powiewu, trzasku gałęzi, odgłosu ptaka. Czas staje, jakby bał się, że swoim strumieniem porysuje perfekcyjną taflę ciszy, a ja wiem, że nadeszło Zatrzymanie. Spoglądam w górę, na złocistą mozaikę liści na sklepieniu lasu, na białe kolumny brzóz porysowane czarnymi pęknięciami. Sakrum słonecznych promieni kładzie się błogosławieństwem na mojej głowie. I nie ma już nic poza tą chwilą. Nic nie jest ważniejsze, od tej ciszy, po samo dno Kryształu. Przestrzeń przechodzi metamorfozę - oddala sie od ogółu i koncentruje na fotograficznym detalu. Mam wrażenie, jakby w jednej sekundzie percepcja uległa przedziwnemu rozszczepieniu i umożliwiła mi jednoczesne postrzeganie szczegółu i całościowego obrazu. Pająk, idealny konstruktor świetlistych galaktyk, buduje sieć, która zdaje się być cała z materii światła...Żuk, banalna metafora istnienia, wydostał się z pękniętej purchawki, otrzepuje pancerz i idzie dalej, nie zważając na przeszkody i upadki... Ponad drzewami przelatuje ptak. Słyszę szum skrzydeł i czuję na twarzy powiew poruszonego piórem powietrza... Wszystko spaja się w całość, jak harmonijne fragmenty gobelinu. Czas zaczyna wracać na miejsce i lekko przetaczać swoje ziarna. Powoli...Ostrożnie...
Biała pojawia się wśród drzew, zdziwiona nieobecnością. Pyta, co sie stało, jakby jej byt Foza mógł zrozumiec odpowiedź. Wykręcam się zdawkowym zabłądzeniem i podręcznym brakiem orientacji - racjonalnymi usprawiedliwieniami mieszczącymi się w zasobach pojmowania.
Wędruję swoimi ścieżkami wpatrzona pod nogi. Zieloność ściółki zespala się z zielenią spojrzenia w jeden, idealny synchron. Biała swoim zwyczajem Foza pędzi gdzieś z przodu, jakby pośpiech stanowił proces życiowy. Znika w labiryntach gałęzi jej połyskująca kurtka. W pięcioliniach myśli zaczyna rozbrzmiewać wiersz Steda...Ty, ty prawdziwej nie uronisz łzy / Ty najwyżej w góre wznosisz brwi / Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle, / bo ty grasz. / Ja duszę na ramieniu wiecznie mam / Cały jestem zbudowany z ran... Sarkastyczny komentarz, WielkiCyniku, zaiste sarkastyczny.
Nie gonię za Białą. Cisza narasta we mnie po granice Kryształu. Jest idealna i gładka jak lustro - żadnego powiewu, trzasku gałęzi, odgłosu ptaka. Czas staje, jakby bał się, że swoim strumieniem porysuje perfekcyjną taflę ciszy, a ja wiem, że nadeszło Zatrzymanie. Spoglądam w górę, na złocistą mozaikę liści na sklepieniu lasu, na białe kolumny brzóz porysowane czarnymi pęknięciami. Sakrum słonecznych promieni kładzie się błogosławieństwem na mojej głowie. I nie ma już nic poza tą chwilą. Nic nie jest ważniejsze, od tej ciszy, po samo dno Kryształu. Przestrzeń przechodzi metamorfozę - oddala sie od ogółu i koncentruje na fotograficznym detalu. Mam wrażenie, jakby w jednej sekundzie percepcja uległa przedziwnemu rozszczepieniu i umożliwiła mi jednoczesne postrzeganie szczegółu i całościowego obrazu. Pająk, idealny konstruktor świetlistych galaktyk, buduje sieć, która zdaje się być cała z materii światła...Żuk, banalna metafora istnienia, wydostał się z pękniętej purchawki, otrzepuje pancerz i idzie dalej, nie zważając na przeszkody i upadki... Ponad drzewami przelatuje ptak. Słyszę szum skrzydeł i czuję na twarzy powiew poruszonego piórem powietrza... Wszystko spaja się w całość, jak harmonijne fragmenty gobelinu. Czas zaczyna wracać na miejsce i lekko przetaczać swoje ziarna. Powoli...Ostrożnie...
Biała pojawia się wśród drzew, zdziwiona nieobecnością. Pyta, co sie stało, jakby jej byt Foza mógł zrozumiec odpowiedź. Wykręcam się zdawkowym zabłądzeniem i podręcznym brakiem orientacji - racjonalnymi usprawiedliwieniami mieszczącymi się w zasobach pojmowania.
sobota, 28 września 2013
Wrażliwość Tyra
Zaplątana w nowe zadania schematyzacji zaczynam dostrzegać, że logika Fozów/ Tyrów nie jest w stanie odczytać niektórych rejonów rzeczywistości i zrozumiec nawet powierzchni zjawisk, które dla Kryształowych są oczywiste. Brakuje słów, a te które istnieją w zasobie leksykalnym Fozów, nie obejmują swoim znaczeniem złożoności i niuansów, nie opisują tego wszystkiego, co leży w głębiach. Niedawno, jeden z Farów, który przybył z odległych rejonów DolinyMgieł, poddawany schematyzacji, zapytał, co znaczy wrażliwość. Wpisana w rolę Tyra natychmiast wysypałam z siebie odpowiednią dawkę określeń, synonimów i przykładów, by nagle zderzyć się z refleksją, iż wszystko, co mówię jest tylko garścią przypadkowych puzzli, z których nie można ułożyć pełnego obrazu, obfitego w odcienie i wyjątkowości. Jak więc wytłumaczyć Fozowi, czym jest najważniejszy składnik Kryształu, skoro język DolinyMgieł nie był w stanie zbudować żadnej definicji, prócz przypadkowych zlepków określeń precyzujących wyrwane z kontekstu fragmenty?
W tym wszystkim najbardziej wzrusza mnie wrażliwość Tyrów, którym się wydaje, że z racji wykonywanej profesji mają na nią wyłaczność i są w tej dziedzinie szczególnie uprzywilejowane, ba nawet mogą wpisać ją w założenia schematyzacji i wymagać jej przyswojenia przez zastępy Farów. Śmieszne. Zatopione w swojej misji Tyry budują schematy, by zamknąć w nie coś, co się schematom wymyka, konstruują definicje niczym pałace z kart, które przy najlżejszym podmuchu intelektualnej argumentacji popadają w ruinę i trzeba je na siłę scalać zaprawą wątpliwego autorytetu. Pochylają się nad Farami tylko po to, by uniknąć kłopotliwych uwikłań, wrażliwością zasłaniają swoje zaangażowanie w schematyzację Nibów, a gdy spojrzy się na ich działania nagle okazuje się, że są tylko pozornym lawirowaniem między filarami definicji, w której nie ma miejsca dla BezPowrotnego, BezImiennego czy NiePrzeciętnej, nie ma miejsca na zrozumienie sedna Kryształów i pajęczej doskonałości tego, czym jest Wrażliwość.
BezPowrotny przeszedł przez najciemniejsze zakamarki DolinyMgieł, przez sinusoidy, które mnie ominęły, których zgniłych smaków nie zaznałam. Wydostał się z labiryntów, z przeistaczających się nierzeczywistych światów tworzących paranormalne pejzaże. W ostatnich, wygasających Iskrach Kryształu odnalazł siłę, by rozbić SzklisteMgły, by wydostać z owinietych mackami Mgieł Myśli resztki woli istnienia. Jego rozpaczliwe odejście w pozaświadomą destrukcję pozostawiło plamę Żalu w moim Krysztale, wyraźną i rozdrażnioną ranę, wybebeszoną bezradność, które nie pozwoliły mi zatrzasnąć za nim Zapomnienia. Każdego dnia bezrefleksyjnie patrzyłam w stronę, w którą odszedł, pełna uschłej nadziei na Powrót. Nie potrafiłam, jak inne Tyry, stwierdzić faktu, postawić kropki po ostatnim słowie protokołu, przypieczętować istnienia NieMójProblemPieczęcią. Jak wytłumaczyć przesypujące się Iskry i rozbłyski Kryształu, gdy pewnego dnia zarys znajomej sylwetki wynurzył się z oleistego tłumu Fozów? Jak zdefiniować grę spojrzeń, w których kipiała treść i Emocje? Jak przekazać treść nieistniejącej więzi utkanej z filozoficznych przemyśleń, ciepłych gestów i przestrzennych rozmów osrebrzonych świtem?
Czasem w procesie schematyzacji natrafiam na ostre skały problemów, których po prostu nie można ująć w ramy ani upchnąć w tabele. Nie ma też ich jak zwerbalizować, bo każda próba nazwania pokazuje tylko obdrapaną fasadę, bez możliwości zajrzenia głębiej w rozległe przestworza zrozumienia. Jak można przekazać Farom kreacyjny bezmiar Słowa? Jak wprowadzić w miękkie pokoje zachwytu? Jak zatrzymać rozpędzoną świadomość na detalu, który oglądany z dystansu nie ma wpływu na nic, co w racjonalnym świecie Fozów ma znaczenie? Prawdopodobnie się nie da, podobnie, jak nie da się wytłumaczyć, czym jest Wrażliwość. Tylko Kryształowi są w stanie przetransponować ubogi język schematyzacji i w poszukującej refleksji dotrzeć do iluminacyjnych sensów, takich, których nie da się wyrazić żadnym ze znanych słów. Po co więc na siłę wprowadzać w proces schematyzacji pozawerbalne i pozaintelektualne treści? Dlaczego wymaga się od Tyrów, by sprowadzały do poziomu banału metafizyczne doznania, zawieszone gdzieś w połowie drogi między profanum a sacrum?
Trzymam w ręku egzemplarz "Sklepów cynamonowych", czytam i z każdym wypowiedzianym zdaniem przez Kryształ przelewa się fala Zatrzymań. Każda metafora rozbrzmiewa echem przekształcając kryształowe wnętrze w niezwykły instrument, w którym pojedyncze dźwięki spajają się w muzykę. Struna drga potrącona opadającym na nią gradem zachwyceń. Oniryczne pejzaże wyrastają w świadomości i porywają zagubiony intelekt w rejony, gdzie rządzi Wrażliwość. Tam, gdzie dotrą tylko Kryształowi.
W tym wszystkim najbardziej wzrusza mnie wrażliwość Tyrów, którym się wydaje, że z racji wykonywanej profesji mają na nią wyłaczność i są w tej dziedzinie szczególnie uprzywilejowane, ba nawet mogą wpisać ją w założenia schematyzacji i wymagać jej przyswojenia przez zastępy Farów. Śmieszne. Zatopione w swojej misji Tyry budują schematy, by zamknąć w nie coś, co się schematom wymyka, konstruują definicje niczym pałace z kart, które przy najlżejszym podmuchu intelektualnej argumentacji popadają w ruinę i trzeba je na siłę scalać zaprawą wątpliwego autorytetu. Pochylają się nad Farami tylko po to, by uniknąć kłopotliwych uwikłań, wrażliwością zasłaniają swoje zaangażowanie w schematyzację Nibów, a gdy spojrzy się na ich działania nagle okazuje się, że są tylko pozornym lawirowaniem między filarami definicji, w której nie ma miejsca dla BezPowrotnego, BezImiennego czy NiePrzeciętnej, nie ma miejsca na zrozumienie sedna Kryształów i pajęczej doskonałości tego, czym jest Wrażliwość.
BezPowrotny przeszedł przez najciemniejsze zakamarki DolinyMgieł, przez sinusoidy, które mnie ominęły, których zgniłych smaków nie zaznałam. Wydostał się z labiryntów, z przeistaczających się nierzeczywistych światów tworzących paranormalne pejzaże. W ostatnich, wygasających Iskrach Kryształu odnalazł siłę, by rozbić SzklisteMgły, by wydostać z owinietych mackami Mgieł Myśli resztki woli istnienia. Jego rozpaczliwe odejście w pozaświadomą destrukcję pozostawiło plamę Żalu w moim Krysztale, wyraźną i rozdrażnioną ranę, wybebeszoną bezradność, które nie pozwoliły mi zatrzasnąć za nim Zapomnienia. Każdego dnia bezrefleksyjnie patrzyłam w stronę, w którą odszedł, pełna uschłej nadziei na Powrót. Nie potrafiłam, jak inne Tyry, stwierdzić faktu, postawić kropki po ostatnim słowie protokołu, przypieczętować istnienia NieMójProblemPieczęcią. Jak wytłumaczyć przesypujące się Iskry i rozbłyski Kryształu, gdy pewnego dnia zarys znajomej sylwetki wynurzył się z oleistego tłumu Fozów? Jak zdefiniować grę spojrzeń, w których kipiała treść i Emocje? Jak przekazać treść nieistniejącej więzi utkanej z filozoficznych przemyśleń, ciepłych gestów i przestrzennych rozmów osrebrzonych świtem?
Czasem w procesie schematyzacji natrafiam na ostre skały problemów, których po prostu nie można ująć w ramy ani upchnąć w tabele. Nie ma też ich jak zwerbalizować, bo każda próba nazwania pokazuje tylko obdrapaną fasadę, bez możliwości zajrzenia głębiej w rozległe przestworza zrozumienia. Jak można przekazać Farom kreacyjny bezmiar Słowa? Jak wprowadzić w miękkie pokoje zachwytu? Jak zatrzymać rozpędzoną świadomość na detalu, który oglądany z dystansu nie ma wpływu na nic, co w racjonalnym świecie Fozów ma znaczenie? Prawdopodobnie się nie da, podobnie, jak nie da się wytłumaczyć, czym jest Wrażliwość. Tylko Kryształowi są w stanie przetransponować ubogi język schematyzacji i w poszukującej refleksji dotrzeć do iluminacyjnych sensów, takich, których nie da się wyrazić żadnym ze znanych słów. Po co więc na siłę wprowadzać w proces schematyzacji pozawerbalne i pozaintelektualne treści? Dlaczego wymaga się od Tyrów, by sprowadzały do poziomu banału metafizyczne doznania, zawieszone gdzieś w połowie drogi między profanum a sacrum?
Trzymam w ręku egzemplarz "Sklepów cynamonowych", czytam i z każdym wypowiedzianym zdaniem przez Kryształ przelewa się fala Zatrzymań. Każda metafora rozbrzmiewa echem przekształcając kryształowe wnętrze w niezwykły instrument, w którym pojedyncze dźwięki spajają się w muzykę. Struna drga potrącona opadającym na nią gradem zachwyceń. Oniryczne pejzaże wyrastają w świadomości i porywają zagubiony intelekt w rejony, gdzie rządzi Wrażliwość. Tam, gdzie dotrą tylko Kryształowi.
piątek, 27 września 2013
Dywizjonizm
Zawieszam wzrok na oparciu nabrzmiałego deszczem nieba, by wymazać z pamięci magnetyczną, fascynującą NieObecność, skroplić myśli w jeden, poukładany strumień rozsądku i z teatralną swobodą wrócić przed impresjonistyczny portret NieZaistniałego, pełen ulotnych niuansów. Źrenice bładzą po nieregularnej tafli chmur, spacerują wśród palet szarości szukając wytchnienia, oddalenia i bezpowrotu, ucieczki przed pragnieniem interpretacji wciąż na nowo odkrywanych pokładów koloru. Jednolity dotychczas obraz rozpada się na tysiące detali, ukazując całą piekielną cudowność dywizjonizmu. Nie ma już NieZaistniałego. Z ogółu pospolitych cech nagle wynurzają się poszczególne plamy barw, pojedyncze punkty, dotknięcia pędzla, dowodzące perfekcji dzieła. Nie dostrzegam już całości, lecz jakby zawieszone w próżni detale, pełne mistrzowskiej precyzji. Dłoń zastygła w zamyśleniu ujawnia szlachetną długość palców o męskim, silnym kroju i kolorze lekkiej kawy. Uśmiech przestaje być częścią twarzy i konsoliduje się w subtelnym zarysie ust, w prawie niedostrzegalnym, unikatowym tiku kącika ust. Oczy oddają całe swoje jestestwo ironicznemu spojrzeniu uczepionemu pod regularnymi liniami brwi. Nieświadomie poszukuję detali, jakbym przez ich studium chciała odnaleźć poprawna interpretację calości, jakby zrozumienie ich bytu było kluczem do poznania najskrytszych tajemnic obrazu.
NieZaistniały oddala się i powraca niczym przypływ. Raz za razem znajduję to tu to tam jakiś fragment jego osobowości, okruch bursztynu, który zupełnie nie pasuje do garści podobnych okruchów, które trzymam w dłoni. Jest jak pokruszona, antyczna mozaika, której cudowności można się domyślać po żmudnie zrekonstruowanym fragmencie, bez szans na zobaczenie całkowitej świetności.
Wracam spojrzeniem z poszarzałej deszczem ściany chmur. Mój wzrok wpada w studnię spojrzenia NieZaistniałego, pełną jasnych, zawadiackich iskierek. Jakieś słowa rozrzucone po stole jak kostki do gry - prowokują. Zbieram kości, zamykam w dłoniach i rozgrywam kolejną partię rozmowy, niczym hazardzista, który nie może powstrzymać pragnienia odzyskania straconych chwil. Podejmuję grę.
NieZaistniały oddala się i powraca niczym przypływ. Raz za razem znajduję to tu to tam jakiś fragment jego osobowości, okruch bursztynu, który zupełnie nie pasuje do garści podobnych okruchów, które trzymam w dłoni. Jest jak pokruszona, antyczna mozaika, której cudowności można się domyślać po żmudnie zrekonstruowanym fragmencie, bez szans na zobaczenie całkowitej świetności.
Wracam spojrzeniem z poszarzałej deszczem ściany chmur. Mój wzrok wpada w studnię spojrzenia NieZaistniałego, pełną jasnych, zawadiackich iskierek. Jakieś słowa rozrzucone po stole jak kostki do gry - prowokują. Zbieram kości, zamykam w dłoniach i rozgrywam kolejną partię rozmowy, niczym hazardzista, który nie może powstrzymać pragnienia odzyskania straconych chwil. Podejmuję grę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)